środa, 31 października 2012

"Mobile"


Eugeniusz Rudnik - skarbnica wiedzy, pionier muzyki elektronicznej i człowiek pełen naprawdę ciekawych historii. Słuchało się go z przyjemnością i podziwiem, że człowiek tak bardzo doświadczony przez życie, dalej tworzy i opowiada o tych wszystkich akcjach z uśmiechem. Takie spotkania dają siłę i motywują do dalszej pracy, nad sobą i nad tym nad czym pracujemy. I naprawdę fajnie jest wreszcie dopasować osobę do tego co o niej czytało się w gazetach i internetach.

A teraz pomyślcie, że to wszystko co poniżej zostało zrobione nie na Macu czy Vaio, nie na Pro Toolsie czy Fruityloopsie, ale na zwykłej taśmie, taśmach, które pan Eugeniusz ciął jak kanadyjski drwal drzewa. Szacunek jak z Gdyni do tokijskich budek z ramenem.










Praktycznie nigdy nie robię sobie zdjęć ani nie zbieram autografów. Nie ciągnie mnie do tego. Ale zdarzają się wyjątki (o dziwo, większość z nich ustrzelona w Łodzi) i pan Eugeniusz takim wyjątkiem jest. Niezwykle ciepły, uprzejmy, flirtujący i prawiący komplementy, po których każda dziewczyna by się zarumieniła.


(zdjęcie popełniła Aśka Świderska)

wtorek, 30 października 2012

"Sin Cara Azul"



Nie pamiętam dokładnego momentu, w którym po raz pierwszy na poważnie zainteresowałam się Godspeed You! Black Emperor. Znaczy pamiętam, ale było to z tak dużym paroletnim poślizgiem, że wstyd o tym pisać, a sama formacja obchodziła już wtedy dekadę istnienia. Wstyd. Dobrze, że chociaż na koncert udało się załapać (i nawet ustrzelić trzy galerie dla WP.pl, Onetu i T Mobile Music, choć w życiu nie usłyszałam tylu spierdalajkurew w swoją stronę), ale serduszko boli, że za tydzień nie będzie mnie w Berlinie. Ale Berlin jeszcze nie teraz, jeszcze nie bez towarzystwa.

Tak na marginesie, Polaki nie orki, swoje GY!BE mają i tu zwracam uszy na projekt, dość godspeedowo-zelienoplowy w swoim wydźwięku - Innercity Ensemble. Na żywo nie biorą jeńców, oj nie biorą.




(Włocławek 2012)

poniedziałek, 29 października 2012

"McPherson Strut"




Chyba jeszcze trochę żyję tym wyjazdem, bo można było sobie w lekkiej kurteczce pobiegać po dworzu (wersja krakowska - po polu), zjeść drugie śniadanie nad Wisłą, a nie wykonać operację polar bear, jak w ostatni weekend w Łodzi. Ale spokojnie. Zdjęcia z kultowego miasta też będą. Choć mniej. Następny wyjazd dopiero za miesiąc, czyli nie ma gdzie uciec i trzeba siedzieć na tyłku. Oby było ciepło.











sobota, 27 października 2012

"Encryption Nets"


Maciek Polak. Wanda Berger. Ogarnia syntezatory w Analogia.pl, biega, pisze książki, odkrywa muzykę, zbiera vintageowe dresy, gra, jeździ, się nie nudzi. Jest wporządku.







Maciek z Michałem prezentowali legendarny syntezator EMS VCS3 (można poczytać o nim tutaj). Jeżeli znasz nagrania takich gigantów jak Aphex Twin, Kraftwerk, LCD Soundsystem, Portishead czy Delia Derbyshire (o tej pani też polecam przeczytać - miała pecha i za bardzo wyprzedziła swoje czasy) to na pewno go słyszałaś/łeś. Lubię Soundedit bo można się dowiedzieć ciekawych rzeczy. Lubię Maćka i Michała bo zarażają takimi ciekawymi rzeczami.


W Łodzi zamieć śnieżna. Mam ochotę wyskoczyć z okna i respawnować się w okolicach kwietnia. Dobrze, że Asia kupiła waniliową colę i na ten moment czujemy się jak królowe życia.

piątek, 26 października 2012

czwartek, 25 października 2012

"Snipers As A Breed Tend To Be Superstitious"


Marzy mi się Ars Cameralis, ale rozdzielenie imprezy na prawie miesiąc (tak, tak) plus oczywiste kłopoty z noclegiem w Kato, przekreślają to cudowne wydarzenie. A jak patrzę, że Tindersticks grają w TEJ, tej chorzowskiej przepięknej sali to serce boli. Kto był na The National, ten wie. Na otarcie łez - od jutra Łódź.



I trochę chwalipięctwa na koniec. Moje zdjęcia wylądowały w Brazylii. Fajnie:


Kiedy, lata temu, usłyszałam ten numer po raz pierwszy - umarłam. Przepięknie nudzą.



"I got this sickness as I got off the train. Now it chafes away at my heart, until nothing remains"

środa, 24 października 2012

"Melody Day"


W zeszły czwartek Wojtek Barczyński maglował mnie z bycia fotografem, festiwalowiczem i muzycznym narkomanem. Było bardzo miło, bardzo szybko, bardzo profesjonalnie i mam nadzieję, że razem z moją walizeczką wtoczymy się jeszcze kiedyś do studia Radiofonii. Lubię radio, lubię puszczać najmojszą muzykę i lubię potem dostawać wiadomości, że aaaaaaaa coś fajnego poleciało. A wtedy dobór kawałków był wybitnie nie przypadkowy, choć przygotowany w przeciągu 20 minut. I z jednym, losowym strzałem w przysłowiową 10.

(poniżej parę kawałków, które, ku mojej uciesze i lekkiemu przerażeniu Wojtka, mogłam zapuścić w audycji)

















wtorek, 23 października 2012

"Break Yr Heartt"








To miał być zupełnie inny wyjazd, ale praktycznie w ostatniej chwili zmienił on swój charakter. Nie pozostało więc nic innego jak przez ponad tydzień wrzucić się w wir pracy, nie licząc wychodzonych kilometrów, nieprzespanych godzin czy kursów na trasie Plac Bohaterów Getta - Rynek Główny, a potem ulisessowych podróży i błąkania się po Hotelu Forum w celu rejestracji rzeczywistości. Na podwalinach prostej podjarki i mojej dziecięcej ciekawości, wyrosło pare muzycznych fascynacji, które muszę poszerzyć, wzrosła lista płyt, które muszę nabyć (BNNT czy polska post-rockowa orkiestra), formacji, które omijane powinny być z daleka (Sasha Grey powinna wrócić do pornobiznesu i to nie jest żadna złośliwość, bo tam chociaż były jakieś zwroty akcji a w Muzeum Inżynierii Miejskiej prawie zaziewaliśmy się na smierć). Unsound 2012 uważam za zakończony. Tu bardzo fajne podsumowanie, choć nie do końca się z nim zgadzam. Moja wbitka słów znajdzie się w papierowym wydaniu Blizy.

I chyba takie zlecenia lubię najbardziej. Bez ustawek, z możliwością czystej obserwacji, poszukiwania miejsc w których jest TO światło i TE historie. Taśmowa robota chyba nie jest dla mnie. Teraz tylko czekać na ostatni(?) w tym roku festiwal i sen zimowy. Był Kraków i wszystkie bliskie twarze, będzie Łódź i też te wszystkie bliskie twarze. I nowe historie, nowe inspiracje...

Z Krakowa wracam z masą zdjęć, historyjek i kilogramami inspiracji, a te ostatnie zamierzam przekazać dalej. Co, sądząc po wczorajszym powrocie, powoli się udaje.






(ku pamięci. Połowę zawartości wciągałyśmy z Ulsonem nagminnie. Panini rządzi!)