Pokazywanie postów oznaczonych etykietą klub desdemona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą klub desdemona. Pokaż wszystkie posty
sobota, 9 listopada 2013
piątek, 25 października 2013
"To Nic Nie Znaczy"
Chciałabym wreszcie coś z cyfry zarzucić, ale nie ma czasu. Jedyne co mogę wrzucić to rozmazanych ziomów. I płytę, która mi od wczoraj w głowie siedzi. A zaraz na miasto i do klubu festiwalowego bo wyjazdy do Łodzi to zawsze dużo pracy.
środa, 9 października 2013
"Dark Passage"
poniedziałek, 8 kwietnia 2013
"Asimov's Sideburns"
Niedziela, czyli cicha posiadówa z Arczami, Michałkiem i resztą stałej koncertowej ekipy. I pierwszy powiew wiosny. I pierwsze powolne próby zastosowania się do tego co mówiła pani psycholog i powrót do rad udzielanych przez ortopedę. Najgorzej.
poniedziałek, 4 lutego 2013
"Parallel Stripes"
(Luźny jam trójmiejskich muzyków związanych m.in. z Kiev Office, 1926, The Shipyard, trans-syberią)
Koleżanka Malwina powiedziała wczoraj, że przypinki na klacie działają jako swojego rodzaju CV. Ja pozwoliłam sobie kurtuazyjnie skwitować o wpływie tego dobrodziejstwa na odbywane randki. Ktoś powinien rozpocząć kampanię - Nie słuchasz? Nie idę z Tobą do łóżka. Ludzie od Nie czytasz... powinni ogarnąć inne nisze.
To może na rozruch - muzyka z jednej z moich ulubionych przypinek:
A tu z mega, mega koncertu, który oglądałam ze szczęką na samym dole:
Pamiętam swój szok po tym koncercie. Do Polski trafili potem jeszcze raz, ale z powodów osobistych i zmęczeniowych nie dałam rady postawić tam stopy. Bez sensu.
Autor:
Joanna frota Kurkowska
o
08:47
1 komentarz:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
A Day In The Life Of A Poolshark,
bookhouse boys and girls,
everybody needs a theme tune,
foto,
fotografia koncertowa,
klub desdemona
czwartek, 20 grudnia 2012
"Truant"
Dzisiejsza szybka sesja z Karoliną i Michałem zmotywowała do reanimacji trupa. Jutrzejszy koniec świata (ponoć o 10 rano) zastanie mnie u dentysty. Mało to zmienia bo 2012 przejdzie do historii jako ten najgorszy, z każdej strony. Jak to ustaliliśmy z Leszkiem, "niech pierdolnie". A wkurwienie nie opuszcza...
piątek, 9 listopada 2012
"Goon Squad"
Na karku deadline, na dysku gigabajty do backupowania, w głowie chęć do zresetowania tego wszystkiego. Listopad, na razie, pod znakiem wpatrywania się w monitor, wieczornego nordica, biegania i planowania kolejnych, semi-spontanicznych spotkań.
Warto od czasu do czasu zrobić sobie mały roadtrip po okolicy, poznać te i owe zagraniczne dzielnice i uświadomić sobie, jak bardzo Trójmiasto jest rozległe i jak kurewsko źle skomunikowane. Synonim słowa najgorzej i rosnąca tęsknota za warszawską komunikacją (ale nie jej cenami..). Ale humor poprawiły dwa koncerty, kultowy zapieks, losowo przeprowadzone dialogi i nowe zakupy. Kobiety kochają zakupy. Każde.
No i grunt to dobra ekipa do wozu i nagrany ze smakiem mikstape. I wyśpiewywanie razem z Bono "Where The Streets Have No Name". Jeden z najpiękniejszych płytowych otwieraczy jakie kiedykolwiek słyszałam. A potem jeszcze The Dead Weather i parę innych...
Autor:
Joanna frota Kurkowska
o
15:51
2 komentarze:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
A Day In The Life Of A Poolshark,
acid food,
bookhouse boys and girls,
everybody needs a theme tune,
gdańsk,
gdynia,
klub desdemona,
portrety,
roadtrip docs,
teatr,
teatr w oknie
poniedziałek, 5 listopada 2012
"Tender Sugar"
Od ponad 2 lat dwóch lat gdyńską Desdemonę traktuję jak drugi dom. Może jest dość hermetycznym miejscem, ale nie na tyle, żeby nikt spoza rozległego kręgu znajomych nie mógł się tam wbić i do czego zawsze zachęcamy wszystkich. Ekipa podjęła karkołomne decyzje o organizowaniu niszowych koncertów i założeniu labelu płytowego o nazwie Music Is The Weapon. I takie akcje warto wspierać, dla takich akcji warto wychodzić z domu, tym bardziej, że Desde to już pewna firma a i koncerty i wydawane przez Borka płyty to fajna odskocznia i pokazanie środkowego palucha wszystkim uważającym, że w Trójmieście nic się nie dzieje. Oh, really?
Aktivist postanowił nagrodzić konsekwencję Izy i Bora i nominować ich do Nocnych Marków. Szczegóły tutaj. Ślijcie smsy bo trzeba, bo warto, bo wspieranie lokalnej sceny to podstawa!
I tak się składa, że 10 listopada właśnie w Desemonie będę świętować swoje 27 urodziny i z tej okazji grać set DJski skoncentrowany na muzyce gitarowej i elektronice. Nie może zabraknąć Nine Inch Nails, New Order, Japandroids, Tv On The Radio, Juno Reactor, Tune Yards itp. Przed całym zajściem na scenie - Marla Cinger. Szczegóły tutaj.
Autor:
Joanna frota Kurkowska
o
10:40
1 komentarz:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
A Day In The Life Of A Poolshark,
backstage,
bookhouse boys and girls,
everybody needs a theme tune,
foto,
fotografia koncertowa,
gdynia,
klub desdemona
Subskrybuj:
Posty (Atom)


























































