Już po tegorocznej edycji Green Zoo. Nie napiszę nic odkrywczego, ani nie zamierzam kserować tego co Wojtek napisał w swojej relacji. Nie mam zamiaru polepywać agencji Front Row Heroes po plecach bo przez poklepywanie nikt się nigdy niczego nie nauczy, a wytykanie konkretnych błędów i przekazywanie uwag prowadzi tylko ku lepszemu. Oni sami są świadomi swoich potknięć i wiem, że za rok będzie lepiej. Fajnie, że im się chce. Świetnie, że wbili imprezę do Krakowa, miasta niemal idealnego do takiej miejskiej akcji. Takiej frekwencji na koncertach, zarówno gwiazd jak i localsów, mogę tylko życzyć naszym, trójmiejskim zespołom i organizatorom. Nie do końca też na imprezie królowało to czego obecnie słucham, ale o tym też jest ten festiwal. O odkrywaniu nowego. Mnie np. zauroczył ten singiel.
Cztery dni rozmów o muzyce i fotografii, odklejenie od wszystkiego i poukładanie sobie wszystkiego w głowie, tak w skrócie mogę podsumować moją obecność na drugiej edycji Green Zoo. Chyba najlepszą kulminacją było hasanie wczoraj po parkiecie w takt pewnego przeboju, spopularyzowanego potem przez Nirvanę a potem powolny powrót do własnego łóżka z Joy Division w słuchawkach. Nie udało się i chyba nie uda się wypocząć.
Nie będzie tu zdjęć z koncertów. Paradoksalnie Bartek Skowron poruszył ten problem na swoim panelu a wniosek był jeden - backstage jest o wiele bardziej ciekawy. Oczywiście tylko połowicznie bo brak aparatu odczułam na pierwszym koncercie Bena Caplana czy Kaseciarza - małe kluby, fajne lokacje, dobra integracja z publiką i hop. Mamy naprawdę fajny materiał. Ale nie o to tu chodziło. Liczyła się integracja. I o niej i o klubie festiwalowym są te zdjęcia.
Poza tym, dobrą imprezę poznajesz po tym, że nie ma równych i równiejszych. Nawet opaski wszyscy mieli w tym samym kolorze :)
PS. Dziękuję wszystkim, którzy wpadli na mój panel. Frekwencja i feedback zaskoczyły bardzo pozytywnie. Chyba nawet za bardzo.
Panel powstawał w bólach i bałaganie.
Z Wojtkiem i Michałem poznaliśmy się na panelu foto i postanowiliśmy iść na obiad. Morela na Stolarskiej oficjalnie dostała znak serduszka. Najlepsza lemoniada jaką w życiu piłam.
Ben Caplan i Wojtek Barczyński podczas panelu o Booking Agentach.
..czyli być jak B+.



