środa, 19 września 2012

"June Mermaid"



O Jerozolimie można przeczytać tutaj. Ciekawi mnie to miejsce i sposób w jaki będzie żyło, egzystowało na mapie miasta. Fajnie gdyby Warszawa zostawiła to i inne, podobne w spokoju. Po zdezelowaniu Chłodnej nadal smutek.









A dziś parę instrumentali z kręgu Video Game Music:







I utwór, który "zrobił" mi dziś poranek - wyciągnięty z przepięknej ścieżki dźwiękowej do ukochanego jRPGowego tytułu, Xenogears. Mitsuda w szczytowej formie, piękne poprowadzenie chóru, dokładanie kolejnych partii wokalnych, operowanie emocjami i moment od 2:34. Dla takich momentów słucham muzyki.

wtorek, 18 września 2012

"I've Told Every Little Star"




Zeszły tydzień i Warszawa. Goszcząca mnie Ola zapadła na najbardziej uciążliwą chorobę w dziejach pierwszego świata, czyli proste przeziębienie, które spacyfikowało ją doszczętnie i spowodowało zamianę w zombie. Zamiast spaceru - zakupy i gotowanie. Ponoć było zjadliwe.

A potem jednak szybki spacer bo zdjęcia są najważniejsze.





Od wczoraj nie mam ochoty na słuchanie muzyki, ale z rana zaatakował mnie Badalamenti. Idzie jesień, idzie klimat polskiego Twin Peaks.

poniedziałek, 17 września 2012

"Mílanó"





Sigur Ros to zespół tło ostatniego tygodnia. W przemiłym towarzystwie obejrzałam DVD "Inni", weekend spędziłam na ślubie pary i wśród znajomych, z którymi byliśmy na warszawskim koncercie zespołu. Koncert zapamiętałam też z dwóch powodów - był to pierwszy test nowej puchy (D300) i krystalizować się zaczęły pierwsze plany przeprowadzki do Warszawy. Plus ustrzeliłam zdjęcie, które lubię do dziś. Natomiast w weekend formacja dała dwa występy podczas krakowskiego Sacrum Profanum a zdjęcia i wspominki znajomych, którzy tam byli zalały mi fejsa. 16 września, ten numer został zagrany jako trzeci:



Następnie zagrali "Svefn-g-englar" a potem numer, z którym będę mieć jednoznaczne skojarzenie.

A dziś streety z Warszawy.














piątek, 14 września 2012

"Another white bird"


Po raz kolejny myślałam, że uda mi się zachować tą minimalną dozę profesjonalizmu i mieć lodowate serce przez pierwsze trzy numeru gigu do którego miałam tak bardzo osobiste podejście. Jednak, jak tylko DEE wszedł na scenę ugięły się kolana, coś ścisnęło za gardło a oczy zrobiły się wilgotne. Lata oczekiwania, długie miesiące obserowania W. i jej tytanicznej pracy nad tym koncertem oraz układanie w głowie setlisty. Nie zagrali praktyczni nic z tego co chciałam, z "Mosaic" czy "Consider The Birds". Praktycznie nic. Koszmarne nagłośnienie spowodowało, że nie usłyszałam "Dirty Blue" i dopiero na setliście okazało się, że to zagrali. Ale była euforia, były wykrzyczane kawałki z nowej płyty i mój wybuch radości, kiedy David zaintonował kawałek "Outlaw Song" z tego krążka. Krążka od którego wszystko się dla mnie zaczęło. Tesknię do tego wcielenia mojego ulubionego kowboja i mam nadzieję, że kiedyś uda mi się zobaczyć Edwardsa odzianego w setlistę z rzewnych ballad. I z lepszym nagłośnieniem. I numerami Sixteen Horsepower. I z tańszym merchem. I z.... Mogę wymieniać w nieskończoność, ale pewna jestem tego, że chcę go zobaczyć jeszcze raz. Byle szybko.

Galeria tutaj. Bez fosy i z tłumu. A było dość gęsto.

A jutro do Gdyni, bo tam dzieją się obecnie sprawy najważniejsze.




"The smell of you on the winds due shift. Behind a chosen curtain, I'm set adrift. The talk of you still on my lips"