środa, 14 listopada 2012
"Romantic Dreams"
Poniedziałek rozpoczął się o 5.30 a zakończył koło 1 w nocy we wtorek. W międzyczasie była jedna sesja portretowa o 7 rano, 3 wypady do Muzeum Marynarki Wojennej, szybki shopping, pierwsze spotkanie Geek Girls Carrots (na plus), herbata w McDonaldzie i błyskawiczna wizyta na 1 urodzinach Music Is The Weapon, gdzie chłopaki wpadli na pomysł założenia zespołu opartego na iPadowym graniu. Na kark chuchają mi kolejne deadliny, nie mam czasu zająć się "najswoijszymi" rzeczami, a prezenty urodzinowe czekają na przeczytanie i chyba jeszcze sobie poczekają
Tygodniowego urlopu chce. Wtorek tez intensywnie. Marze o tygodniowym urlopie. Takim bez pracy, z książką, jakimś rasowym RPG na konsole i wszystkimi tymi sprawami i rzeczami, którymi się ludzie zajmują na urlopie a które zawsze mnie omijały bo nie wiem co to rasowy urlop. I z jeszcze jednym czymś, taka nagroda i przysłowiowym "cherry on top".
Autor:
Joanna frota Kurkowska
o
10:30
Brak komentarzy:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
A Day In The Life Of A Poolshark,
acid food,
bookhouse boys and girls,
foto,
gdańsk,
gdański inkubator przedsiębiorczości,
gdynia,
in mcdonald
wtorek, 13 listopada 2012
"Be Quiet and Drive (Far Away)"
Klik, klik.
Piąty numer na ich warszawskiej setliście. Były łzy, darcie ryja i skoki w dal i górę. Najlepiej.
"I don't care where just FAR - away. And I don't care."
sobota, 10 listopada 2012
piątek, 9 listopada 2012
"Goon Squad"
Na karku deadline, na dysku gigabajty do backupowania, w głowie chęć do zresetowania tego wszystkiego. Listopad, na razie, pod znakiem wpatrywania się w monitor, wieczornego nordica, biegania i planowania kolejnych, semi-spontanicznych spotkań.
Warto od czasu do czasu zrobić sobie mały roadtrip po okolicy, poznać te i owe zagraniczne dzielnice i uświadomić sobie, jak bardzo Trójmiasto jest rozległe i jak kurewsko źle skomunikowane. Synonim słowa najgorzej i rosnąca tęsknota za warszawską komunikacją (ale nie jej cenami..). Ale humor poprawiły dwa koncerty, kultowy zapieks, losowo przeprowadzone dialogi i nowe zakupy. Kobiety kochają zakupy. Każde.
No i grunt to dobra ekipa do wozu i nagrany ze smakiem mikstape. I wyśpiewywanie razem z Bono "Where The Streets Have No Name". Jeden z najpiękniejszych płytowych otwieraczy jakie kiedykolwiek słyszałam. A potem jeszcze The Dead Weather i parę innych...
Autor:
Joanna frota Kurkowska
o
15:51
2 komentarze:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
A Day In The Life Of A Poolshark,
acid food,
bookhouse boys and girls,
everybody needs a theme tune,
gdańsk,
gdynia,
klub desdemona,
portrety,
roadtrip docs,
teatr,
teatr w oknie
czwartek, 8 listopada 2012
"plains is hot"
Łukasz był tak miły, że pozwolił mi się zabrać z wesoła brygadą jadącą do Katowic. I tak sobie jechaliśmy, przez pola, lasy, polskie miasta i Łódź. I był obowiązkowy przystanek na łódzkiego McDonalda. A wieczorem impreza w Oku Miasta i bolący ząb. A dnia następnego dość mocne atrakcje..
"I've said what I'd said and you know what I mean but I still can't focus on anything"
środa, 7 listopada 2012
"Deconstruction Mass"
Martyna. Martyna studiuje w Poznaniu i w przyszłości zamierza "zajmować się dźwiękiem". Może produkować płyty, może nagłaśniać koncerty, może realizować audycje w radiu? Kto to wie. Ale jej determinacja powala i, niezmiennie, od paru lat trzymam za nią kciuki.
(u góry Ola i Goran. I pizza. Pizza jest chyba najczęściej pojawiającym się jedzeniem na tym blogu. Nic dziwnego, podróżniczy tryb życia)
PS. Sprzedaję szkło - Sigma 20 1.8 do Nikona. Więcej info pod tym adresem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




































