sobota, 6 października 2012
"A Concert For Television"
Transvizualia, już szósta edycja.. A pamiętam jak z kumplem jaraliśmy się pierwszą i był to pierwszy festiwal z taką dziwną muzyka na którym byłam. Wtedy wydawało mi się to wszystko takie muzycznie nieposkładane i dźwiękowo dziwne. W końcu nic dobrego nigdy nie wynika z ograniczonych horyzontów. Dobrze, że gdzieś tam znalazł się klucz.
Galerie tutaj, tutaj i tutaj.
piątek, 5 października 2012
"Disengage A"
Do środy projekty plus przecudowne Transvizualia. Sobota 6:15 - pociąg do Krakowa. Jeżeli wszystko pójdzie dobrze, ten wypad będzie synonimem epickości. O tak.
czwartek, 4 października 2012
"Light The Way"
(Nie zrobili Tobie placu zabaw na podwórku? Poradź sobie sam!)
Wczoraj stuknął 200 wpis i w związku z tym świętem pora na małą dawkę autolansu. Bo w tym miesiącu jest się czym chwalić. I po raz kolejny pochylić się nad faktem, że blog poszedł w zupełnie inną stronę niż miał.
W magazynie "Dolce Vita - Celebrujemy Życie" ukazał się wywiad z moją skromną osobą. O fotografowanie, bycie kobietą w fosie, fotografie koncertową oraz miejską wypytywała panna Potocka, a całość ilustrowana jest moimi fotografiami. Przedziwne to uczucie trafić na kartki pomiędzy lajfstajlem, sportem a celebryckim splendorem. Teraz tylko batony z kawiorem, dom w Orłowie i spacery po sopockiej plaży.
Zaprzyjaźniony label, Instant Classic, wydał zapis koncertu Merzbowa a ilustracją do całości są moje fotografie. Samych płyt sygnowanych przez Akitę jest ponad 500 (szukasz wyzwań? Skompletuj je wszystkie!), a okładka dla króla noizu jest nie tylko swoistą nobilitacją, ale i sposobem na szacun wśród kolegów od "tej dziwnej muzyki". No bo przecież dziewczyny jej nie słuchają. Posmakować wydawnictwa można tutaj.
Dużo moich zdjęć i tekstów w nowej Blizie. Plus stałe miejsca, czyli od Wupsy po Trójmiasto.pl. W tym ostatnim polecam zdjęcia z wczorajszego otwarcia Transvizualiów.
Październik zapowiada się bardzo pracowicie a od wczoraj do przyszłej środy jestem totalnie poza obiegiem. Potem Kraków i Łódź. Bardzo ważne rzeczy, bardzo ważne zdjęcia, bardzo ważni ludzie i...
Relaksacyjny plan na weekend?
Usłyszeć ten numer w najlepszym towarzystwie:
środa, 3 października 2012
"Bull in the Heather" [200]
Po 10 latach milczenia wypuścili kolejny album. Otwieracza z debiutu nie przebiją już nigdy, ale jest zachowana forma, dynamika występów na żywo, orkiestrowy patos (ale w tym dobrym, brzmieniowym sensie) i spójna, muzyczna narracja. Jeżeli mam oglądać koniec świata to tylko z nimi.
wtorek, 2 października 2012
"Vault Dweller"
Autor:
Joanna frota Kurkowska
o
08:39
8 komentarzy:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
A Day In The Life Of A Poolshark,
acid food,
everybody needs a theme tune,
foto,
gdynia,
lomo rocket sprocket,
movies2blowyourmind
poniedziałek, 1 października 2012
"Dissolved"
Gdyby nie tragiczny dojazd komunikacją w niedzielę (razem wyszło prawie pięć i pół godziny - przecież w tyle, kurwa mać, idzie dojechać do Warszawy Polskim Busem), przygody po drodze (Hadouken zastosowany na drzwiach wejściowych do klatki, bo zamek się zaciął) i moja choroba morska, paradoksalnie to zlecenie mogłabym uznać za jedno z przyjemniejszych. Fajna repetywność, w miarę cicho i spokojnie na motorówce, sympatyczna obsługa całej imprezy oraz ten zastrzyk adrenaliny co będzie jak spadniesz do wody, spadnie Twój obiektyw albo mentalnie przyspawany do mózgu telefon. Plus ładne krajobrazy po drodze i widoki z dzielnic o których zapomniał świat.
Pełna galeria tutaj.
Wczorajszy dzień to zdecydowanie dwie płyty, o których pewnie napisze niebawem, ale plejerek zrobił mi małego psikusa i odesłał do numeru wyciągniętego z przeszłości. Numeru z przedługim tekstem, ale bez zbędnego wersu czy słowa a wybrane wersy dalej trafiają w samo sedno. Pierwszy raz usłyszałam go na Off Festivalu 2008, wersja studyjna dotarła do mnie parę dni potem, tuż przed wjazdem pociągu na stację Warszawa Centralna na koncert Sigur Ros.
Czekałam aż zagrają ten smakołyk na Primaverze. Nie zagrali, ale i tak w relacji z festiwalu całkiem ciepło wyraziłam się o queerowo-barkowym cyrku. W końcu "Jak walka o równe prawa to tylko ze szminką na ustach.".
"And nothing can defeat you, no death, no ugly world. You've lived so brightly, you've altered everything"
Subskrybuj:
Posty (Atom)























