niedziela, 28 października 2012
sobota, 27 października 2012
"Encryption Nets"
Maciek Polak. Wanda Berger. Ogarnia syntezatory w Analogia.pl, biega, pisze książki, odkrywa muzykę, zbiera vintageowe dresy, gra, jeździ, się nie nudzi. Jest wporządku.
Maciek z Michałem prezentowali legendarny syntezator EMS VCS3 (można poczytać o nim tutaj). Jeżeli znasz nagrania takich gigantów jak Aphex Twin, Kraftwerk, LCD Soundsystem, Portishead czy Delia Derbyshire (o tej pani też polecam przeczytać - miała pecha i za bardzo wyprzedziła swoje czasy) to na pewno go słyszałaś/łeś. Lubię Soundedit bo można się dowiedzieć ciekawych rzeczy. Lubię Maćka i Michała bo zarażają takimi ciekawymi rzeczami.
W Łodzi zamieć śnieżna. Mam ochotę wyskoczyć z okna i respawnować się w okolicach kwietnia. Dobrze, że Asia kupiła waniliową colę i na ten moment czujemy się jak królowe życia.
piątek, 26 października 2012
"Ignore The Machine"
Cudowna knajpa, duże porcje i, w bonusie, Justyna. Oby kolejne spotkanie szybciej niż za pół roku.
"I walk the line between good and evil, this apple's rotten, rotten to the core"
Autor:
Joanna frota Kurkowska
o
10:19
2 komentarze:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
A Day In The Life Of A Poolshark,
acid food,
bookhouse boys and girls,
everybody needs a theme tune,
foto,
kraków,
portrety,
warsztat
czwartek, 25 października 2012
"Snipers As A Breed Tend To Be Superstitious"
Marzy mi się Ars Cameralis, ale rozdzielenie imprezy na prawie miesiąc (tak, tak) plus oczywiste kłopoty z noclegiem w Kato, przekreślają to cudowne wydarzenie. A jak patrzę, że Tindersticks grają w TEJ, tej chorzowskiej przepięknej sali to serce boli. Kto był na The National, ten wie. Na otarcie łez - od jutra Łódź.
I trochę chwalipięctwa na koniec. Moje zdjęcia wylądowały w Brazylii. Fajnie:
Kiedy, lata temu, usłyszałam ten numer po raz pierwszy - umarłam. Przepięknie nudzą.
"I got this sickness as I got off the train. Now it chafes away at my heart, until nothing remains"
środa, 24 października 2012
"Melody Day"
W zeszły czwartek Wojtek Barczyński maglował mnie z bycia fotografem, festiwalowiczem i muzycznym narkomanem. Było bardzo miło, bardzo szybko, bardzo profesjonalnie i mam nadzieję, że razem z moją walizeczką wtoczymy się jeszcze kiedyś do studia Radiofonii. Lubię radio, lubię puszczać najmojszą muzykę i lubię potem dostawać wiadomości, że aaaaaaaa coś fajnego poleciało. A wtedy dobór kawałków był wybitnie nie przypadkowy, choć przygotowany w przeciągu 20 minut. I z jednym, losowym strzałem w przysłowiową 10.
(poniżej parę kawałków, które, ku mojej uciesze i lekkiemu przerażeniu Wojtka, mogłam zapuścić w audycji)
wtorek, 23 października 2012
"Break Yr Heartt"
To miał być zupełnie inny wyjazd, ale praktycznie w ostatniej chwili zmienił on swój charakter. Nie pozostało więc nic innego jak przez ponad tydzień wrzucić się w wir pracy, nie licząc wychodzonych kilometrów, nieprzespanych godzin czy kursów na trasie Plac Bohaterów Getta - Rynek Główny, a potem ulisessowych podróży i błąkania się po Hotelu Forum w celu rejestracji rzeczywistości. Na podwalinach prostej podjarki i mojej dziecięcej ciekawości, wyrosło pare muzycznych fascynacji, które muszę poszerzyć, wzrosła lista płyt, które muszę nabyć (BNNT czy polska post-rockowa orkiestra), formacji, które omijane powinny być z daleka (Sasha Grey powinna wrócić do pornobiznesu i to nie jest żadna złośliwość, bo tam chociaż były jakieś zwroty akcji a w Muzeum Inżynierii Miejskiej prawie zaziewaliśmy się na smierć). Unsound 2012 uważam za zakończony. Tu bardzo fajne podsumowanie, choć nie do końca się z nim zgadzam. Moja wbitka słów znajdzie się w papierowym wydaniu Blizy.
I chyba takie zlecenia lubię najbardziej. Bez ustawek, z możliwością czystej obserwacji, poszukiwania miejsc w których jest TO światło i TE historie. Taśmowa robota chyba nie jest dla mnie. Teraz tylko czekać na ostatni(?) w tym roku festiwal i sen zimowy. Był Kraków i wszystkie bliskie twarze, będzie Łódź i też te wszystkie bliskie twarze. I nowe historie, nowe inspiracje...
Z Krakowa wracam z masą zdjęć, historyjek i kilogramami inspiracji, a te ostatnie zamierzam przekazać dalej. Co, sądząc po wczorajszym powrocie, powoli się udaje.
(ku pamięci. Połowę zawartości wciągałyśmy z Ulsonem nagminnie. Panini rządzi!)
Autor:
Joanna frota Kurkowska
o
11:02
2 komentarze:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
A Day In The Life Of A Poolshark,
acid food,
bookhouse boys and girls,
everybody needs a theme tune,
foto,
fotografia koncertowa,
galeria pauza,
hotel forum,
publiczność,
synagoga tempel,
unsound
Subskrybuj:
Posty (Atom)











































