środa, 28 listopada 2012
wtorek, 27 listopada 2012
"Noon"
Zdjęć z Warszawy dużo (ale dziś - Lomo z Katowic). Dużo różnych. Powrót miał być w klimacie połykam-dużo-aviomarinu-i-śpię-snem-najlepszym, ale skończyło się na leżeniu z słuchawką przyklejona do ucha, wymiana plotek, historii i uprzejmości. I czekaniem późnym wieczorem na kolejkę SKM. A potem w plajerze wylądował soundtrack do Leona Zawodowca, czyli TEGO filmu i rozpoczęło się odliczanie do środy lub czwartku i powolne umieranie z nerwów. Jak by emocji było mało...
Nie pamiętam swojego pierwszego spotkania z Leonem, filmem do którego rodzice nie za bardzo chcieli mnie dopuścić, bo krew, bo brutalność, bo pewnie też niewygodny byłdla nich ten lekki pedofilski posmak. Pamiętam za to każde kolejne oglądnięcie, bo emocje towarzyszące mi podczas oglądania tego filmu nigdy się nie zmieniły. Dwadzieścia razy chyba będzie lekką ręką. Po dziesiątym przestałam liczyć.
A ciary narastające podczas słuchania tego numeru (2:32)... Do dziś nie mogę sobie wybaczyć swojej nieobecności na Festiwalu Muzyki Filmowej.
poniedziałek, 26 listopada 2012
"Tetsuo"
Nie wiem co napisać po tym weekendzie. Szukałam jednego zdjęcia, takiego podsumowania ostatnich paru dni i wyszedł mi przedziwny tryptyk. Przedziwny bo dwóch z tych trzech zdjęć nie udało mi się nawet zrobić. Zabrakło siły. Jak widać wbijanie się do karetek czy pięciominutowe przywdzianie skory paparata idzie mi o wiele łatwiej niż sfotografowanie dwóch pustych filiżanek i zatopionego w silenthillowej mgle, Pałacu Kultury.
piątek, 23 listopada 2012
"Napalm Brain"
Wczoraj ten numer zabrzmiał kiedy wbijałam numerki do domofonu. Wejście, brudna klatka, szalona winda, budowa klamrowa.
czwartek, 22 listopada 2012
"Music is Math"
Dostałam hulajnogę, obiad, ciepłe łóżko. Wymienialiśmy się dziś tabletkami, kisielem i syropami. Trza się wygrzać przed zapierdolem do czwartku. Wieczór zapodaje muzykę z Malii i Kolumbii.
Autor:
Joanna frota Kurkowska
o
23:58
Brak komentarzy:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
A Day In The Life Of A Poolshark,
acid food,
backstage,
bookhouse boys and girls,
everybody needs a theme tune,
foto,
warszawa
środa, 21 listopada 2012
"Swedish Purse"
Rowno rok temu spakowałam torbę i walizkę (tradycyjnie już bo nieważne czy piec dni czy szesnaście - zawsze jest torba i walizka), zabrałam drabinkę i na dwa tygodnie (z 24 godzinna przerwa na Whitesnake w Katowicach - nawet, kurwa, nie wiecie jak trudno dojechać i wrócić w ciągu 24h z Wawy do Katowic, wtedy to wydawało się mission impossible, ale Tomek uratował!) zamieniłam długość i szerokość geograficzna z gdyńskiej na warszawska. Dwa tygodnie naszpikowane koncertami, spacerami i pierwszymi, nieśmiałymi próbami robienia zdjec "dla siebie". No i ta straszna wiadomość o rozstaniu Kim Gordon i Thrustona Moora, która spowodowała autentyczne załamanie i wycieranie nosa w rękaw B. na pewnej pamiętnej imprezie. Pamiętnej bo zgubiłam wtedy klucze i gdyby nie Pinky złe by się działo. Oj źle. A potem, jakieś dwa tygodnie później, ktoś zarzucił pomysłem i hasłem "Mastodon w Berlinie". Teraz wydaje się, ze to "tylko" rok, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, ze listopad 2012 i listopad 2011 dzielą lata świetlne, metry klisz i gigabajty zdjęć.
Był tam mój ostatni "rojkowy" koncert Myslovitz i pierwszy śnieg. Spacery po Śródmieściu i Woli. I chyba wizyt w Stodole i tych spacerów będzie mi podczas tego wyjazdu brakować bo "tylko" do poniedziałku i każdy dzień będzie naszpikowany atrakcjami pracowymi. Mam tez nieśmiały zamiar niezakaszleć współtowarzyszy na śmierć, choć szykuje się mały szpital na peryferiach.
Ale ciekawe jaka będzie teraz TA Warszawa. Ze Sprocketem w kieszeni i bieganiem na czas po wnętrzach Pałacu Kultury. I nie mam pojęcia dlaczego w tym momencie przypomniała mi się historia z autostopem i zespołem disco polo. I dojazdem do Chojnic w jedyne 11 czy 12 godzin...
Ot takie warszawsko-trójmiejskie historie do zdjęć z Krakowa. Ponownie maj 2012.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















